„Rosja vs Stany” etap 8, czyli autostopem do Tadżykistanu…

          Po powrocie do Biszkeku, okazało się że szczęście mnie nie opuszcza, Ojciec Remigiusz zaproponował żebym na noc zatrzymał się u niego, co było mi bardzo na rękę, bo rano chciałem odebrać paszport z ambasady i od razu ruszać do Osz, drugiego co do wielkości miasta Kirgistanu, skąd potem w Pamir. Wieczór miałem wolny, więc poszedłem na spacer, okazało się że Biszkek w czasie kiedy byłem nad Issyk Kul zmienił się nie do poznania, był jeszcze bardziej zielony, uruchomiono wszystkie fontanny w mieście, a jest ich naprawdę dużo, no i wszędzie widoczne przygotowania do dnia Pobiedy, czyli dnia zwycięstwa który w krajach byłego ZSRR odbywa się 9 maja i jest świętem na zakończenie II wojny światowej, który już za kilka dni, niestety nie będzie mi go dane spędzić w stolicy tylko gdzieś w Pamirze, cóż też będzie dobrze…

Ten Pan patronował mi nad całą wyprawą…

Przygotowania do dnia Pobiedy

Już wiecie co to znaczy KFC??
          Budzik zadzwonił o 7, chciałem szybko załatwić wizę, żeby móc ruszać dalej. Szybki prysznic i na piechotę do ambasady, co zajęło mi trochę ponad godzinę, w sumie dobrze wyszło bo otwarta była dopiero od 9, a ja byłem chwilę po. Okazało się że wiza jest gotowa, paszport czeka na odebranie, czyli dzisiaj ruszam do Osz. Rzeczy zostawiłem u Ojca Remigiusza, który jak mi wcześniej zapowiedział dzisiaj będzie miał sporo roboty i nie będzie mógł mnie odwieźć na dworzec. To żaden problem jak go zapewniłem, przecież cały czas wszędzie sobie radzę to tym razem też dam radę. Kiedy wróciłem po swoje rzeczy mój gospodarz już wstał, zjedliśmy razem śniadanie i okazało się że plany mu się trochę zmieniły, odwiezie mnie na dworzec, a wcześniej jeśli mam chęć mogę z nim pojechać do honorowego konsulatu Polski w Biszkeku, który według strony Polskiego MSZ nie istnieje, no a chęć oczywiście miałem. 
Oto dowód…
          Odwiedziliśmy Polski konsulat, któremu zrobiłem zdjęcie na dowód ze istnieje i które wyślę do MSZ, wraz z zażaleniem o wprowadzanie ludzi w błąd. Sprawdzałem wcześniej Polskie placówki dyplomatyczne na mojej trasie (min. dlatego że chciałem zagłosować w wyborach prezydenckich), ale strona MSZ wprowadziła mnie w błąd informując o braku placówek w Kirgistanie i Tadżykistanie, które podlegają placówkom kolejno w Ałmaacie i Taszkiencie. Potem już na dworzec, a stamtąd multitaksówką do Osz, koszt to 1500som (90zł).

          Jazda trwała ponad 10 godzin przez góry, w międzyczasie dwa razy zmieniałem auta, a krajobraz zmieniał się niezliczoną ilość razy. Stwierdzam że chyba nigdy do końca nie zrozumiem logiki działania marszutek i taksówek w krajach ZSRR, bo że załamują one prawa fizyki swoją pojemnością jest powszechnie znane, ale układy, układziki, tematy, temaciki między kierowcami to już jest nie możliwe do ogarnięcia. No cóż najważniejsze jest że dotarłem do celu. Trochę po północy ale na szczęście miałem adres guest house i wiedziałem gdzie się kierować. W planie miałem tylko się umyć i przespać, a rano ruszać dalej bo do Osz jeszcze wrócę. Z tego miasta mam samolot powrotny. Guest house okazał się naprawdę godny polecenia, koszt 7 dolarów, a w cenie śniadanie, wi-fi i centrum miasta, więc spoko. 

Jak dla mnie to Władcę Pierścieni z powodzeniem można by kręcić w Kirgistanie…

          Rano po śniadaniu byłem gotowy ruszać w Pamir. Tylko muszę zahaczyć o bankomat i zrobić zakupy. To drugie poszło szybko, ale z bankomatem miałem spory problem, bo o ile jest ich sporo to żaden nie chciał robotać z moją kartą Visa. Obszedłem chyba wszystkie bankomaty w mieście, dopiero rzutem na taśmę udało się w ostatnim bankomacie przy wylotówce z miasta. Już byłem gotów jechać bez pieniędzy. Mogłem sobie na to pozwolić, bo jak się okazało po rozmowie z pracownikiem guest house, do granicy i dalej nie jeździ nic prócz drogich taksówek na które i tak nie miałem kasy, więc co mi za różnica. Pozostał autostop, a autostop to zawsze przygoda.

Osz i charakterystyczna górka w centrum miasta…

          Autostop w Azji Centralnej to zjawisko powszechne, ale niezrozumiałe. Lokalsi często stoją przy drodze łapiąc stopa i tak jeżdżą na bazar, ze wsi do miasta, do następnej wsi itd. ale spróbuj wytłumaczyć że ty podróżujesz na stopa, bo marszutki nie ma, a taksi drogie to zdziwienie będzie olbrzymie. Druga sprawa że autostop w Azji Centralnej jest płatny, w teorii, bo w praktyce to wychodzi pół na pół, czasami chcą kasę ale najczęściej symboliczne kwoty, więc można dać. Trzeba tylko uważać na samozwańczych taksówkarzy naciągaczy, którzy jak w amoku powtarzają tylko „szkolka dasz? Skolka? Skolka?” i tak w kółko, jeden taki tak mnie rozeźlił że do tej pory czuję wstręt na myśl o nim, bo nawet nie chciał mnie dopuścić do słowa tylko w perfidny sposób mi przerywał mówiąc tylko „skolka”. Ja do granicy dotarłem za 50 som (3zł), tylko jeden kierowca chciał pieniądze bo trochę dalej podjechał żeby mnie wysadzić w lepszym miejscu i zapytał wcześniej czy mi taki układ pasuje, czyli uczciwie. Łącznie pięcioma autami dotarłem do rozstaju dróg za miastem Sari Tasz, 40 km od granicy, a po drodze byłem zaproszony na obiad i herbatę. 

W tym domku jadłem obiad, zaproszony przez podwożącego mnie kierowcę

3615 m n.p.m.

          Na rozstaju siedziałem chyba ze dwie godziny i sprawdzało się to co mi mówili, tą drogą nic nie jeździ, robiło się już późnawo. Pojawiło się tylko jedno auto, z lokalną policją, podjechali do mnie zainteresowani się co ja tu właściwie robię na tym odludziu. Ja siedziałem sobie na kamieniu i dłubałem słonecznik. Sprawdzili dokumenty, po czym padła propozycja „skolka dasz?”, nie dałem i na tym kamieniu zostałem. Po jakieś pół godzinie, podjechało kolejne auto, znowu mundurowi, tym razem żołnierze, znowu przesłuchanie i sprawdzanie dokumentów, kto ja jestem? Co tu robię? A po co? Dlaczego? Autostopem? Wszyscy zdrowi? itp., po czym pada hasło „Pioter jediecie?”, powoli się już ściemniało, a w głowie pytanie granica gdzieś daleko i wysoko w górach na odludziu i gdzie tam nockę spędzę? Ale Stara szkoła mówi że nie wypuszcza się okazji z rąk, bo następnej może długo nie być. Pomyślałem trudno najwyżej gdzieś przekoczuję, albo całą noc będę szedł, zmęczony mocno nie jestem. Hej przygodo. 

W miejscu z takim widokiem dłubałem słonecznik i czekałem na stopa… gdzieś tam jest Pik Lenina 7134 m n.p.m.

          Po drodze okazało się że zabrał mnie dowódca jednostki granicznej, bardzo sympatyczny gość z którym rozmawiałem całą drogę, a interesowało go dosłownie wszystko, od polityki z której na szczęście szybko zrezygnował, bo mieliśmy inne punkty widzenia, po ceny prostytutek w Polsce. Na miejscu szybko stałem się atrakcją dla pograniczników, którzy podchodzili i zagadywali o wszystko, w sumie to tu się nic nie działo więc nie ma się co dziwić. Najgorsze było tylko że nie wiedziałem co mam robić, zostać czy iść dalej pieszo. Na ratunek przyszedł mi dowódca który zapytał czy idę z nimi na kolację, kiedy dowódca mnie zaprosił wszystko było jasne zostaję, a od żołnierzy usłyszałem tylko „o Pioter zachadzicie, zachadzicie…” Zjadłem kolację, dostałem swój kąt do spania, rano śniadanie, a najlepsze było że po tej całej gościnie żołnierze wpakowali mnie w auto jadące do Murgab…
Zdjęcie zrobione z tajniaka
Moje legowisko na granicy Kirgijsko Tadżyckiej
          P.S. Przepraszam za jakość zdjęć ale zdecydowana większość z nich była robiona z samochodu w czasie jazdy…

         Podobał Ci się post? Podobały lub nie zdjęcia? Czegoś zabrakło? Powiedz mi o tym i zostaw po sobie ślad w formie komentarza… 

Comments

  1. KFC już ma tyle wyjaśnień, że głowa boli. W Albanii jest AFC (Albanian Fried Chicken), ale najlepsze do tej pory znalazłem w Zakopanem, gdzie do niedawna istniało KFS (Kurczak Frytki Sałatki) 😀

  2. Widoki przepiekne, nawet z okna samochodu, ale najbardziej podobal mi sie pomnik konny z poczatku wpisu – takiego jeszcze nie widzialam;)

  3. no tak trochę na odwrót… hihihi… ;)))

  4. Może nie w Zakopanem ale w Tatrach najlepsze nawiązanie jakie widziałem to było "WiTOYTOYcie" na znanych ubikacjach przenośnych 😀

  5. Nie cierpię zimy i mrozu, nie lubię też śniegu. Wyjątek stanowią zdjęcia, na których śnieg widoczny jest na szczytach gór. Gdy na nie patrze zaczyna wydawać mi się, że go lubię 😛

  6. W Oszu widziałem też lokalny odpowiednik McDonalda. Mają tam pomysły (-:,

  7. Patryk K. says:

    Te środkowoazjatyckie krajobrazy są takie nieziemskie, jednocześnie wciągające, nie pozwalające oderwać od siebie wzroku, lecz z drugiej strony takie nieprzystępne, po prostu wyjątkowe. 🙂

  8. salq says:

    Szczera mega zazdrość. To jedno z moich marzeń do zrealizowania. Kirgistan i Tadżykistan btw. też żyłem ze świadomością, że tam nie ma naszych placówek. Czy wiesz z czego wynika ta dezinformacja?

  9. Urocze legowisko… Aż chce się zalec 😉
    Podoba mi się budynek, ten z kopułką 😉
    A góry jak góry, mamy takie w Polsce też 😛

  10. Nie chce się wierzyć że MSZ tak wprowadza w błąd… masakra… przecież od tego oni są, aby udzielać i dystrybuować merytoryczną informacje dla podróżnych…

  11. No przykra sprawa generalnie… też byłem przekonany że skoro MSZ twierdzi że nie ma to nie ma…

  12. na legowisku było całkiem wygodnie ale przede wszystkim ciepło i bezpiecznie :))) bo Panowie z karabinami mnie pilnowali… ;))))

  13. Mi osobiście Kirgistan się dużo bardziej podobał niż Tadżykistan, ale znam ludzi którzy mają całkowicie odmienne zdanie, dlatego mogę tylko polecić oba kraje i wyrobienie sobie własnej opinii… :))

    nie mam pojęcia dlaczego w MSZ nie ma informacji o tej placówce…

  14. Jednym z moich ulubionych filmów jest Władca Pierścieni, gdzie olbrzymim jego atutem są Nowo Zelandzkie krajobrazy… Jadąc przez Kirgistan i Tadżykistan, przy milionie krajobrazów stwierdziłem że z powodzeniem można by ten film nakręcić w Azji Centralnej… ;)))

  15. To jest własnie ta Azjatycka natura :)))

  16. Generalnie jak jestem w domu we Wrocławiu to też nie lubię śniegu, ale w górach jest on najcudowniejszy… :)))

  17. Uwielbiam góry, a także takie kręte drogi. I cos wiem o trudnościach robienia zdjęć.. Znowu muszę się powołać na mój wyjazd do Armenii. Mało które wyszło wyraźne, bo kierowca szalał, a więcej dziur niż asfaltu 🙂 I jak mogli nie wiedzieć o placówce!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *