„Rosja vs Stany” etap 9, czyli Pamir! Murgab, Chorog i Chińczyk który mnie nie lubił

          Udało się dotarłem do Pamiru, byłem na legendarnej Pamir Highway. I w dodatku po przygodzie z pogranicznikami jechałem w aucie do Murgab czyli stolicy regionu, z ośmioma odstawionymi jak stróż w Boże ciało Kirgizami. Droga była długa, dziurawa i bardzo męcząca. Auto było przystosowane dla ośmiu pasażerów a nas siedziało w nim dziewięciu, ale broń Boże nie narzekam, bo to o mnie było za dużo w tym aucie. Trzysta kilometrów w siedem godzin to nie rekord prędkości, ale droga była w fatalnym stanie, dobrze że w ogóle udało się dojechać. Na szczęście widoki rekompensowały niewygody. W pierwotnym planie chciałem się najpierw dostać do miasta Karakul przy jeziorze o tej samej nazwie, była to pierwsza osada ludzka po przekroczeniu granicy. Kiedy dojechaliśmy do miasta okazało się że osada to idealne określenie, bo każde inne stwierdzenie było by nadużyciem. Na szczęście moi towarzysze, zapytali mnie czy naprawdę mam ochotę tutaj wysiadać? Że jak chcę to mogę z nimi jechać dalej do Murgab, muszę przyznać że ta oferta spadła mi z nieba i bez namysłu zgodziłem się. Około godziny 16 melduję się w Murgab, w tym przypadku autostop okazał się płatny, ale raczej symbolicznie, bo 500 som czyli około 30-35 zł.
Strefa buforowa między granicami Kirgistanu i Tadżykistanu 

Tam w dole na przełęczy stał znak z oznaczeniem wysokości 4 280 m n.p.m.

Moja podwózka z Kirgizami

Widok na jezioro Karakul

          Miasto znajduje się na wysokości jakoś 3-3,5 tyś m npm, co przy choć delikatnym wysiłku daje się mocno we znaki. Krótkie ale strome podejście do Home Stay powoduje u mnie poważny atak duszności, a nie miałem takich od czasu kiedy rzuciłem palenie. W ośrodku spotykam Toma, młodego Anglika który interesuje się fotografią, a przyjechał on do Pamiru robić zdjęcia. Chwilę rozmawiamy, po czym ja zbieram się na spacer po mieście. 
          Samo miasto wygląda jak wyjęte z amerykańskich filmów o wojnie w Afganistanie, niskie, brązowe lepianki, wąskie szutrowe uliczki i masa śmieci, efekt dość przerażający, ale muszę przyznać jest w tym jakaś magia. Zwiedzając miasto pojawiła się myśl żeby zostać tu jeszcze jeden dzień, ale nie było sensu, rano trzeba ruszać do Chorog. Z ciekawych punktów w mieście znajdował się pomnik Lenina w samym centrum i pomnik ku czci poległych w wojnie ojczyźnianej wraz z listą poległych pochodzących z Murgab, wszystko odnowione i wysprzątane bo za kilka dni dzień Pobiedy.

Murgab

Informacja turystyczna w Murgab niestety była zamknięta

Ten Pan musi być

417 km w 2 dni z Osz autostopem to nie jest rekord prędkości, ale w tych warunkach nie jest też źle

Mój Home Stay

          W Home Stay’u spotkałem pewnego Anglika, który również samotnie przyjechał do Pamiru, zajmował się fotografią, a przygnały go tutaj piękne krajobrazy. Jeśli ktoś ma ochotę przejrzeć jego prace to zapraszam http://tariqsawyer.com/, znawcą nie jestem ale jest na czym zawiesić oko. 😉

          Następnego dnia wstałem wcześnie rano, bo wiedziałem że mam do pokonania kawał drogi, a ruch na drodze w Pamirze na pstrym koniu jeździ i czasami można na długie godzinny utknąć czekając na jakiekolwiek auto. Zjadłem śniadanie, pożegnałem się i ruszyłem wzdłuż drogi, bo nie miałem zamiaru stać w miejscu. Idąc tak i korzystając z dwóch krótkich podwózek dotarłem do punktu kontrolnego ze szlabanem kilka kilometrów za miastem, to było idealne miejsce żeby łapać stopa, bo każdy musiał się tutaj zatrzymać. To że miejsce idealne to dobrze, ale łapanie stopa, a raczej czekanie na niego trwało i tak jakieś 2 może 3 godziny, bo ruch na trasie osiągał całe zero aut. W końcu doczekałem się swojego strzału, nadjechała Chińska ciężarówka, kiedy tylko kierowca wysiadł od razu go dopadłem i po Rosyjsku, potem po Angielsku próbowałem się dowiedzieć czy mogę się z nim zabrać do Chorog, czyli miasta przy granicy Tadżycko-Afgańskiej. Niestety Chiński kierowca ewidentnie nie chciał mnie zabrać i nawet nie próbował się ze mną porozumieć. Sprawę rozwiązał za to policjant z punktu kontrolnego, który nakazał kierowcy zabrać niechcianego autostopowicza. Efekt był taki że faktycznie siedziałem w Chińskiej ciężarówce jadącej do Chorog z Chińczykiem który bardzo, ale to bardzo mnie nie lubił, objawiało się to tym że ponad 300 km pokonywaliśmy jakieś 12 godzin, a w tym czasie kierowca ani razu nie odezwał się do mnie, nawet nie spojrzał w moim kierunku, byłem totalnie ignorowany. Znając swoje miejsce w szeregu i woląc się nie wychylać całe 12 godzin jechałem praktycznie bez ruchu. Droga była bardzo ciężka, a ja doszedłem do wniosku że taką drogę w takim czasie mogą pokonać tylko Chińczycy, 12 godzin jazdy bez przerwy, bez jedzenia i bez picia. Ja również nic nie jadłem i nie piłem, bo jak wspominałem wcześniej wolałem się nie wychylać, co doprowadziło do mocnego odwodnienia się. Mój Chiński kierowca, w zasadzie przez całą drogę charczał, pluł przez okno, palił papierosy, a raz wychylając się za okno zaczął szczekać na psa który siedział przy drodze. No nic, grunt że zawiózł mnie do celu.

Kierunek Chorog 311 km potem Duszanbe 930 km

          Późnym wieczorem dotarłem do Chorog, gdzie miałem polecony Home Stay, niestety nie znałem adresu. W końcu po długich poszukiwaniach znalazłem swoje miejsce i mogłem w spokoju zjeść kolację i iść spać.

Po całym dniu bez jedzenia i picia, moja uczta Kirgijska lepioszka z dżemem i woda…

Podobał Ci się post? Podobały Ci się zdjęcia? A może chciał byś coś dodać, o coś zapytać? 

Masz jakieś zastrzeżenia? Jakie jest Twoje zdanie?
Zapraszam do komentowania i do pozostawienia po sobie śladu…

Comments

  1. Cisza w zenie jest jak piorun 😛 W niej znajduje się odpowiedzi na wszystkie pytania 🙂

  2. Cholera, gdyby tylko w tedy spojrzał w ten sposób na tą sytuację to pewnie była by to pouczająca lekcja, a ja myślałem że mnie nie lubił… :p

  3. Jo Gasieniec says:

    Piotr, przekopuję właśnie internety w poszukiwaniu informacji o tej części świata! I nie ma co, zaostrzyłeś mój apetyt 😉 Co prawda do Pamiru tym razem raczej nie dojadę, ale powiedz mi tak z ciekawości, jak radziłeś sobie z wysokością tak na dłuższą metę?

  4. Monika says:

    To pierwsze towarzystwo miałeś zacne!
    A jak jest z tymi homestays? Nie ma problemu ze znalezieniem?

  5. Gdyby nie ten pomnik Lenina, to pomyslalabym, ze jestesmy w zachodniej Boliwii, niedaleko Salar de Uyuni:) Ciekawam, czego uzywaja w Palmirze na chorobe wysokosciowa?

  6. Przepięknie. Te przestrzenie są nie do wyobrażenia. I wysokość! Ja najwyżej byłam 2500 m n.p.m. na płaskowyżu jadąc do Erywania 🙂 Niesamowite też na pewno być w miejscu i widzieć sowieckie pozostałości… Z Włodzimierzem na czele 🙂

  7. Funkcjonowanie na 3 tyś m npm musi być dla turysty męczące.
    Krajobrazy przepiękne. Aż słychać tę ciszę.
    Pozdrawiam

  8. No dla mnie to jest mega ciekawa część świata i to jeszcze nie zadeptywana przez miliony turystów… :))) a jeśli chodzi o wysokość to czułem ją tylko przy granicy Kirgijsko Tadżyckiej gdzie wjechałem na prawie 5 tys m n.pm. i w Murgab właśnie kiedy z plecakiem wdrapywałem się pod górkę…

  9. Towarzystwo pierwsza klasa… jeszcze mnie częstowali chlebem i kefirem :)))

    homestays to nie problem bo faktycznie jest ich kilka i znajdują się najczęściej przy drodze… :))

  10. Boliwia też ma komunistyczną historię więc pomnik Lenina w jakimś tam stopniu by pasował ;PPP
    Nie miałem okazji wspomagać się w walce z chorobą wysokościową, więc ciężko mi powiedzieć…

  11. 2500 m n.p.m. to nasze Rysy jeśli nie byłaś na nich to obowiązkowo trzeba nadrobić… Erywań i Armenia są piękne i uwielbiam z całego serca, ale muszę przyznać że góry to nie ta liga, bo Ararat ma troszeczkę ponad 5 tys, a tutaj są przełęcze po 5 tys… ;)))

  12. W zasadzie to póki nie robi się nic co wymaga wysiłku to jest w miarę normalnie…

  13. Jak słyszę o "Pamir Highway" to wyobrażam sobie wypasioną autostradę otoczoną górami. Okazuje się jednak, że rzeczywistość nie jest taka piękna i do "highway" to tej drodze daleko 😛

  14. Haha 🙂 Jak można komuś nakazać wziąć autostopowicza? Także historie to tylko w Tadżykistanie 😉

  15. Z wyobrażeń to tylko góry się sprawdzają… highway to bardzo duże nadużycie :p

  16. Mi to było na rękę… chociaż uciążliwa była trasa…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *