„Rosja vs Stany” etap 2, czyli koleją na Sybir

          Jest chwila po północy, przed chwilą zaczął się 14 kwietnia, siedzę w napięciu gapiąc się w szybę pociągu i odliczam ostatnie minuty do odjazdu. Pociąg powoli rusza, tak zaczyna się drugi etap mojej podróży. Jadę oczywiście plackarta bo taniej i bliżej przeciętnych Rosjan. „Przedział” jeśli mogę tak powiedzieć zajmują dwie młode Rosjanki i ja, czyżby dobry znak? Czy raczej powinienem się obawiać, bo gdzie diabeł nie może tam babę pośle… Wszystko się okaże w praniu, przede mną prawie 4 dni jazdy pociągiem… Zobaczymy…
          Jakieś 300km od Moskwy zatrzymujemy się na pierwszej stacji, obie Rosjanki opuściły mój przedział, za to na ich miejsce przyszły dwie inne i Rosjanin, towarzystwo na oko w moim wieku. Zaraz rozsiedli się przy suto zastawionym stole, a ja zazdrośnie obserwując kontem oka pochłaniam swoją czerstwą bułkę i trochę już śmierdzący ser z ratującym wszystko ketchupem. Na szczęście na stacjach można zaopatrzyć się u wsiomających babuszek, ale póki co jadę na wersji ekonomicznej czyli jem co mam. Tym bardziej że przez swoją głupotę wczoraj dałem się oszwabić komunistom. Nie będę nawet pisał W jaki sposób, bo wstyd się przyznać…


           „Zapamiętaj to, mienia zawot Drakula!”… pierwszy wieczór spędzałem z trzema Rosjanami oglądając film Drakula, zawsze to ciekawie wygląda kiedy ogląda się Amerykańskie filmy po rosyjsku, ale chyba nic nie przebije Indiany Jonsa walczącego w Afryce z hitlerowcami i gadającego po rusku, w Turkmenistanie…
          Dzień 2, na śniadanie 3 kostki Rosyjskiej czekolady na miły początek dnia. Na pierwszym postoju mamy godzinę dla siebie i jest Wi-Fi co mnie bardzo cieszy, mogę dać znać że żyję, a do tego kupić kawę w sklepie, jestem szczęśliwy, mała rzecz a cieszy. Na obiad znowu czerstwy chleb ale dziś na bogato otwieram wołową tuszonkę, spoglądając na nią jestem pewien że gdybym miał psa to on by tego nietknął, na szczęście szybko stwierdzam że w sumie to smakuje nieco lepiej niż wygląda, co działa korzystanie na moje postrzeganie świata, a do tego kubek kawy i aż się ciśnie na usta piosenka K. Bednarka „Takie chwile jak ta, nie zdarzają się zbyt często”.
          Czas płynie bardzo powoli, obraz za oknami w zasadzie się nie zmienia, las, las, kilka domków, las, las, las, łąka, las, domki, rzeczka, las, las, las… albo mi nie dopisało szczęście, albo te wszystkie opowieści o koleji transsyberyjskiej to bujda… nikt nie gra na bałałajce, nikt nie pije wódki, Nie dzieje się nic, przynajmniej dziewuszki ładne… dzień kończę tuszonką z moim już trzydniowym chlebem…
          Dzień 3, Omsk, Nowosybirsk czy Krasnojarsk już sam nie wiem, ale wiem że do celu co raz bliżej, w sumie nie jest źle, ale trochę męczy mnie ta monotonia. Obserwuję wspolpasarzerów i stwierdzam że Rosjanie są stworzeni lub idealnie się dostosowali do podróży, oni nie jadą do celu tak jak my, szybko z miejsca na miejsce, z punktu A do punktu B i dalej, oni żyją w podróży, a w takim pociągu czują się swobodnie jak w domu. Co robi przeciętny Rosjanin gdy wsiada do pociągu? Zakłada kapcie, przebiera spodnie na wygodniejsze i robi herbatę, czyli zachowuje się jak domownik. Na Syberii nigdzie nie jest blisko, drogę liczy się nie w kilometrach, tylko w dniach podróży, czy może w dniach bo to nie podróż, a życie na Syberii, przynajmniej jego część…
          Ostatni fragment trasy mam okazję spędzić w „przedziale” z dwiema mamami, ich pociechami i babciami. Obserwując je, widzę że przeciętny Rosjanin od malutkiego oswaja się z życiem w pociągu, dlatego potem czuje się tak swobodnie, gdzie ja myślę trzy razy przed każdym ruchem, żeby nie wejść w czyjąś prywatność. Tutaj wszyscy jadą na jednym wózku i to dosłownie. Jedno jest pewne w koleji transsyberyjskiej nie ma strefy prywatności… W brew temu co myślałem na początku, kiedy zobaczyłem że będę jechał z dzieciorami, a pomyślałem że „o to dopadł mnie niefart”. Okazało się jednak że był to najfajniejszy etap trasy. Pojeść mogłem, czaju popiołem, pogadać trochę dało radę, a moi małoletni towarzysze skutecznie umilali mi czas.
          Takie to właśnie życie jest przewrotne, cztery dni wydawało mi się mega długo i nie mogłem się doczekać Irkucka, teraz kiedy zagrzałem miejsce spotkałem świetnych ludzi to czas wysiadać. I gdzie tu sens… Za dwa dni powrót do połowy drogi, którą zrobiłem teraz czyli do Omska… 5 194 km koleją, teraz żałuję że nie dalej… może następnym razem…
          Spoglądając na przejazd Transybirem z perspektywy kilku dni po, stwierdzam że żadna z legend się nie sprawdziła i jest mocno przereklamowany, ale co teoretycznie powinno się wykluczać jest niesamowite pod względami o których nikt nigdy nie mówi, jest niesamowity bo można się zbliżyć do ludzi, wysłuchać wielu historii, czy po prostu leżąc na swojej pryczy spokojnie pomyśleć. Specyficzie jest, ale warto.

Comments

  1. Kurcze, ciekaw jestem bardzo czy spodobałoby mi się… nie ma rady, trza jechać 🙂
    Powiedz, jak Cię oskubali – takie rzeczy są najciekawsze 😉

  2. Myślę że trafił by w Twój gust, bo też lubisz obcować z ludźmi… a co do oskubania, to przynajmniej póki co nie mogę powiedzieć, bo to wiąże się z pewną niespodzianką…

  3. Ale jazda! Kiedyś myślałam, że to mega przygoda, ale tak czytając Twój wpis już sama nie wiem. Chyba nie dla mnie jednak – trochę prywatności muszę mieć 🙂

  4. Trzeba było jechać plackartą, a nie się oszczędzać! Jak koleją, to koleją…

  5. Jeżdżę tylko plackartą 😉

    1. Ł | KzP says:

      No! Ma się rozumieć. 😀

  6. Biszka says:

    Dziękuję za tę relację z kolei transsyberyjskiej, zaspokaja moją ciekawość w 100%, zawsze chciałam wiedzieć jak to wygląda od wewnątrz, a w przewodnikach tego nie znajdę. Subiektywna opowieść lepiej oddaje "swojskość" i klimat, pokazuje tożsamość i ducha miejsca 😉 Pozdrowienia!

  7. 🙂 Też bym chciała spróbować tej legendarnej trasy. Wydaje mi się, że musi mieć niesamowity klimat.

  8. Fantastyczna opowieść do snucia nad szklanką czegoś mocniejszego.. 🙂
    Nie napisałeś tylko, czy podróżowałeś gdzieś do celu, czy ta podróż (jak wspomniałeś o Rosjanach) była celem sama w sobie.

    I czekam na detale tego przekrętu, mimo wszystko takie smaczki czyta się najchętniej 😉

  9. Fajny opis. Oddaje rzeczywistość. Gratuluję przebycia całej trasy jednym pociągiem, mnie się to nie udało:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *