Chorog, miasto przy granicy Tadżycko-Afgańskiej, znajdujące się w malowniczej, zielonej dolinie. W jest sumie całkiem ładne, ale nie było mi dane tego stwierdzić kiedy do niego wjechałem. Było już późno, a zmrok zapadł kilka godzin wcześniej. Nie lubię do nowego miasta wjeżdżać w nocy, bo ciężko jest się w nim zorientować, a wszystko wygląda mniej przyjaźnie niż jest w rzeczywistości. Do miasta przyjechałem autostopem, po rozstaniu z Chińczykiem który mnie nie lubił udało mi się szybko złapać kolejnego stopa, a zabrali mnie Tadżyccy raperzy jak ich roboczo nazwałem. Skąd taka nazwa? No cóż, może dlatego że przez całą drogę leciał Tadżycki rap, chłopaki byli ubrani jak zachodni raperzy i jak na moje oko wiedzieli że z konopi robi się nie tylko liny, ba, może oni nawet nie wiedzieli że się robi liny, a znali inne zastosowanie ;). Chłopaki mówili trochę po Rosyjsku dzięki czemu byliśmy wstanie się porozumieć, dogadaliśmy się że zawiozą mnie do jakiegoś taniego hotelu. Zaangażowania im odmówić nie można, bo zaczęli gdzieś wydzwaniać i dowiadywać się gdzie w mieście jest jakiś tani hotel, w końcu znaleźli. Na miejscu przyszedł czas na zapłatę i na targi, na co byłem już przygotowany…
– Skolka dasz? sto somoni?
– Niet, eto ocień darogo… dwasat somoni…
– eto piedziesiat, dasz?
– niet, dam trisat i budiet haraszo… – na tym stanęło….
Niestety, ten tani hotel i tak okazał się dla mnie za drogi, ale miałem cynk od spotkanego w Murgab Chińczyka że w Chorog znajduje się home stay o nazwie Pamir Lodge, szkoda że znałem tylko nazwę, a jedyną informacją było że znajduje się on gdzieś niedaleko konsulatu Afganistanu.
Miasto nie wyglądało zbyt przyjaźnie, a ludzie nie bardzo byli wstanie mi pomóc w odnalezieniu najpierw konsulatu, a potem noclegu. W pewnym momencie zaczepił mnie młody chłopak, zagadując standardowo skąd jestem? Po chwili rozmowy postanowił mnie zaprowadzić skrótem do konsulatu Afganistanu. Skrót prowadził przez ciemny zaułek, w którym stała grupka mężczyzn, ci żywo zainteresowali się moją osobą, lecz po chwili wyczułem że interesują się zbyt żywo i zaczyna ich interesować również ile posiadam pieniędzy. W tym momencie postanowiłem się wycofać, bo o ile nie należę do osób bardzo strachliwych, o tyle znajdowałem się w całkowicie nowym miejscu gdzie nie wiedział bym gdzie uciekać, a po za tym z obciążeniem 20 kg na plecach ucieczka lub chociaż obrana były by bardzo utrudnione. Nie wiem na ile sytuacja była niebezpieczna dla mnie, ale wolałem nie ryzykować. Po tym zdarzeniu unikałem ciemnych zaułków. Błądząc jeszcze chwilę i czując się nie pewnie, postanowiłem mimo wszystko skorzystać z pomocy przechodnia (również młodego mężczyzny), który zaprowadził mnie do Pamir Lodge, wstyd się przyznać ale traktowałem go jak kolejnego potencjalnego bandziora, mimo że był bardzo przyjaźnie nastawiony.
Pamir Lodge okazało się bardzo przyjemnym miejscem, dostałem własny pokoik, było wi-fi, oraz weranda na której można było posiedzieć. Co ciekawe właściciele prowadzili również organizację pomagającą dzieciom, a cały dochód z wynajmu pokoi był przeznaczony na tą organizację. Cena to tylko 9$.
 |
| Widok na Chorog |
 |
| Poczta w Chorog |
Następnego dnia Chorog okazało się dużo przyjaźniejsze i ładniejsze niż poprzedniego wieczoru. W mieście co prawda nie było za bardzo co zwiedzać, ale samo w sobie bardzo mi się podobało i mimo nieciekawej przygody z poprzedniego wieczora, byłem bardzo pozytywnie nastawiony. Cały dzień poświęciłem na spacery po mieście, bazarze, parkach, czy posiedzenie w kafejce internetowej. Jednym z ciekawszych spotkań było spotkanie z właścicielem jadłodajni przy głównym placu, który jak usłyszał że jestem z Polski, bardzo się ucieszył i opowiedział mi historię, że jest weteranem wojny z Afganistanem, w której był ranny, a leczono go właśnie w Polsce w Warszawie, stąd jego sympatia.
Na kolejny dzień zaplanowałem sobie wypad za miasto na gorące źródła, oddalone od Chorog jakieś 50 km. Niestety od rana siąpił deszcz, co popsuło mój plan, bo żadna to przyjemność stopować w deszczu. Moja mapa w telefonie twierdziła że na obrzeżach miasta znajdują się jakieś jaskinie, dlatego postanowiłem to sprawdzić. Jaskinie okazały się kopalniami, do których zresztą dostępu nie było, więc nie miałem tam czego szukać. W międzyczasie rozpogodziło się i zacząłem ponownie rozważać opcję pojechania do Garmcasma. Stałem tak i rozważałem możliwe opcje, gdy nagle zatrzymało się koło mnie auto, a kierowca spytał czy mnie gdzieś podwieźć, dzięki temu wybór dokonał się sam i pojechałem.



 |
| Rzeka graniczna po drugiej strony pięknymi widokami kusi Afganistan |
Do gorących źródeł dotarłem kilkoma stopami przeplatanymi odcinkami pieszymi, ale najważniejsze że udało się dotrzeć za darmo. Niestety trochę to trwało, więc na miejscu nie miałem za dużo czasu. Ostatni odcinek podwozili mnie lokalni, którzy przestrzegli że kąpiele są darmowe i żebym uważał na naciągaczy, którzy będą chcieli wyłudzić pieniądze. Ci faktycznie się czaili, ale widać sobie mnie odpuścili bo pytali tylko czy mi się podobało i czy wszystko w porządku.
 |
| Garmcasma – gorące źródła |
 |
| Takie gorące źródła to naprawdę wspaniały relaks |
 |
| Część płatna i kryta… |
Powrót do Chorog był dużo trudniejszy, ruch był bardzo mały i przyszło mi na piechotę przejść ze 20 km. Humor miałem wspaniały, bo kąpiel była naprawdę relaksująca, pogoda dopisywała, a widoki zachęcały do długich spacerów.
 |
| Sporo kilometrów robiłem pod takimi górami które nie wyglądały przyjaźnie |
 |
| a to dowód że czasami coś tam się odrywa i spada na drogę |
Następnego dnia miałem opuścić to miasto, chociaż korciło mnie żeby zostać jeszcze chwilę. Co ciekawe znalezienie działającego bankomatu okazało się dużo łatwiejsze niż np. w Osz w Kirgistanie. W Pamir Lodge spotkałem również dwóch europejczyków Niemca i Anglika. Luis i Sean bo tak mieli na imiona, również tego dnia jechali do Duszanbe, postanowiliśmy więc połączyć siły i ruszać razem multitaksówką. Co kosztowało nas 300 somoni czyli około 180zł na głowę, cena z jednej strony wygórowana, ale z drugiej logiczna. Auto 4×4, 900km i mnóstwo kontroli na drodze które kończyły się łapówkami, to argumenty nie do podważenia.
 |
| Afganistan… jedno z odległych marzeń… |
 |
| Wysoko w górach woda idealnie nadaje się do picia… chłodna i smaczna… |
 |
| yyy… Giewont ?? |

Do Duszanbe dotarliśmy późno w nocy, na szczęście mieliśmy umówiony nocleg, który polecili nam właściciele Pamir Lodge. Kierowca multitaksówki po moich namowach zawiózł nas na miejsce. Lokal znajdował się na osiedlu mieszkalnym i było to po prostu mieszkanie w bloku, standard dużo mniejszy niż w Chorog, ale ważne że było stosunkowo tanio, bo ponownie płaciliśmy 9$ za noc.
Duszanbe jak na Środkowo Azjatycką stolicę przystało pełne było przepychu i popisówy. Gdybym o tym nie wiedział nigdy bym nie powiedział że jestem w stolicy najbiedniejszej republiki byłego ZSRR. Razem Seanem i Luisem zwiedzaliśmy miasto, i tutaj znowu dopadł mnie pech. Zaczepił mnie policjant który zaczął wypytywać o to skąd jestem, co robię, czyli standardowe pytania. Po czym zaproponował że zrobi mi zdjęcie na tle pomnika. Moim błędem było to że zdradziłem się że mówię po Rosyjsku, bo już nie mogłem się wycofać z tej gry, w której w zasadach jest wpisane że innostroniec przegrywa. Policjant po prostu wyłudził ode mnie 30 somoni (równowartość jakiś 20 kilku złotych), a w zasadzie wyrwał mi je z ręki. Postanowiłem olać temat, nie zrażać się, ale jednak sytuacja mnie bardzo wkurzyła przez co postanowiłem następnego dnia wyjechać z Duszanbe, w końcu i tak mi się za bardzo nie podobało, a najważniejsze miejsca już zwiedziłem.
 |
| Cyrk w Duszanbe |
 |
| Pałac prezydencki |
Co muszę przyznać i co mi się bardzo podobało w Duszanbe, to dużo zieleni i piękne klomby kwietne w parkach. Kwiatów tam było całe mnóstwo, a najwięcej pięknych róż. Nie wiem czy to nie jedyny atut tego miasta. Chociaż wieczorne piwkowanie z Seanem i Luisem też było przyjemne, bo kręciliśmy się po knajpach i degustowaliśmy lokalne trunki, po długiej samotnej podróży tego było mi trzeba, towarzystwa. 🙂
 |
| Luis i Sean |
 |
| Muzeum Narodowe |
 |
| Jedna z knajpek które odwiedziliśmy |
Podobał Ci się post? Podobały Ci się zdjęcia? A może chciał byś coś dodać, o coś zapytać?
Masz jakieś zastrzeżenia? Jakie jest Twoje zdanie?
Zapraszam do komentowania i do pozostawienia po sobie śladu…
omg straszne te miejsca! zastanawia mnie czego ludzie szukają w takich rejonach… historia z targowaniem się wydaje mi się znajoma hehe wielu ludzi stosuje te tricki.
Tak to juz jest, ze podroze ucza nas przezornosci i twoje wycofanie sie z 'ciemnego zaulku' czy nieufnosc wobec 'przewodnika' jest jak najbardziej na miejscu. Oczywiscie, nie mozna popadac w paranoje, ale tez nie warto ryzykowac. Ja od czasu do czasu, spacerujac po miescie, przejde sobie na druga strone ulicy, gdy widze podejzanego typa. Przezorny zawsze ubezpieczony:)
Miejsca te na pewno są niezbyt przyjazne dla turysty, ale – wnioskując po fotografiach – niezwykle przyjazne dla jego oka. Wszystko wygląda tak egzotycznie, inaczej… 🙂
To prawda, że wkraczając w nowe miasto nocą często mamy ponure myśli, a za dnia okazuje się, że ludzie, których wieczorem mieliśmy za potencjalnych morderców, są normalni! Niemniej jednak zawsze planuje się unikać nocnych poszukiwań noclegu, a potem i tak wychodzi jak zawsze 🙂
Mniej więcej tak właśnie pamiętam Rosję, czasem się tak sobie myślę o tym, czy wiele się tam zmieniło. Zastanawia mnie tytuł posta, rozumiem, że to kolejna część podróży mającej porównać Stany i Rosję, ale jakoś tak liczyłam na jakieś małe porównania tutaj 🙂 Czy chwilowi współtowarzysze mówili Ci czemu wybrali akurat taki cel podróży? Czemu właśnie ten kraj? Co do decyzji z wycofaniem się pewnie bardzo słuszna, w podróży lepiej więcej się nachodzić czy mocno zmęczyć niż podjąć ryzyko i źle skończyć. A ta sytuacja była mocno podejrzana.
Gorące źródła, zazdroszczę! Wybieram się właśnie na basen i będę sobie wyobrażać, że pływam w błękitnej, ciepłej wodzie. Mmm 😉
Przygód szukają, przygód… a co do targowania to nie jedyny kraj, wiem, ale mnie to denerowało mocno… 🙂
Nom lepiej uważać i odpuścić niż potem żałować…
Dlatego mimo wszystko warto odwiedzić i spełnić marzenia… bo żałujemy tego czego nie zrobimy, nie tego co zrobimy…
Hehehe, no właśnie ja też planuję… Hihih i na tym się kończy…
było genialnie… 😉
Rosja vs Stany to nazwa całej podróży nie tylko posta, to bardziej gierka słowna niż chęć porównywania, bo Stany o których mowa są dalej pod wielkim wpływem Rosji, więc można się doszukiwać masy podobieństw… Jeśli chodzi zaś o towarzyszy to nasze relacje były utrudnione bo mój Angielski nie jest na najwyższym poziomie ;pp
Gdyby nie rosyjskie napisy na cyrku, to bym pomyślał, że to Spodek w Katowicach 🙂
Ten w Katowicach jednak trochę większy, a i jak jakiś czas temu byłem to wydawał mi się nowocześniejszy… 😉