Przyszedł czas aby pożegnać się z Tadżykistanem, nie ukrywam że kraj był dla mnie wyjątkowo trudny do podróżowania. Głównie z tego względu że o każde jedno somonii musiałem toczyć ciężkie boje. Tadżykistan jak żaden inny kraj Związku Radzieckiego przyjął zasadę że turysta to dojna krowa którą trzeba wyeksploatować do samego końca. Przykre jest to bardzo, ale tak to wygląda i każdą cenę trzeba kilkukrotnie negocjować, a na koniec się okazuje że i tak próbują doliczyć dodatkowe opłaty. Przykładem tutaj jest multitaksówka do Chodżent, gdzie mimo iż doskonale wiedziałem że powinna kosztować 70 somoni od osoby, pierwsze co usłyszałem to 500, targi trwały dosłownie półgodziny aż stanęło na 80 somoni. Dałem już spokój, bo nie chciało mi się dłużej walczyć. Po dotarciu do celu kierowca próbował jeszcze doliczyć kolejne koszta za wymyślone przez siebie kilometry. Kolejny taksówkarz który wiózł mnie do granicy znowu na wejściu zażyczył sobie 150 somoni, dopiero kiedy powiedziałem mu że nie mam zamiaru z nim robić interesów i nie będę nawet z nim rozmawiał bo jest oszustem (byłem już mocno wkurzony), od razu zszedł do rozsądnej ceny 30 somoni. Mimo że do granicy miałem już bardzo blisko nie obyło się jeszcze bez jednej kłótni kiedy po raz kolejny chcieli wyłudzić pieniądze, tym razem jednak im się nie udało. I ostatnie kilometry do granicy pokonywałem z Kirgiskim taksówkarzem, który miał zapłacone z góry, a zapłacił jeden ze współpasażerów z poprzedniej multitaksówki, aby ratować honor Tadżyków.
Granicę przekroczyłem pieszo, a do najbliższego miasta Batken miałem jakieś 15 km. Po stronie Kirgiskiej od razu poczułem się lepiej i humor mi się poprawił. Wszedłem do budki gdzie zaopatrywały się mrówki pracujące na granicy, żeby wymienić walutę, zostało mi trochę Tadżyckich somoni. Tam oczywiście usłyszałem że walutę mi owszem wymienią, ale kursy który zaproponowali był nie do przyjęcia. Zacząłem się znowu targować, na co usłyszałem komentarz od siedzących obok Kirgizów. „Targujesz się jak stary Uzbek, widać że Cię Tadżyki nauczyły.” Oj nauczyły Tadżyki, nauczyły…
Jako że ruch na drodze był mały, a pora jeszcze nie późna postanowiłem iść do miasta pieszo, a jak coś będzie jechało to łapać stopa. Okazja napatoczyła się sama, bo ledwo zrobiłem kilka kroków zatrzymał się bus, którego nawet nie próbowałem łapać, bo jechała nim Tadżycka rodzinka, a tacy to raczej autostopowiczów nie biorą. Jednak Azja Centralna to nie Europa i okazało się że mnie wzięli, mało tego okazało się że jadą do Kazachstanu na wakacje i będę jechać przez Osz, więc passa się odwróciła i miałem transport zapewniony aż do Osz. Rodzinka była dość dziwna i ich zachowanie również mnie dziwiło, a najbardziej nie mogłem zrozumieć dlaczego Ojciec, czyli głowa rodziny cały czas mówi do mnie po Angielsku, mimo że poinformowałem go że spokojnie może mówić po Rosyjsku. W sumie nie dziwił bym się gdyby lepiej znał Angielski niż Rosyjski, ale niestety Angielskiego nie znał. Rozbawił mnie stwierdzeniem że jego dzieci są głodne, kiedy widać było że chodzi mu o to że dzieci już zasypiają ze zmęczenia. Może chciał się popisać znajomością języka? 😉
Do Osz dotarłem w nocy, na szczęście miasto już znałem i hostel miałem sprawdzony, szkoda tylko że tak jak ostatnio wyskakuję niespodziewanie w środku nocy, kiedy wszyscy już śpią. No cóż i tak się zdarza. Zająłem wolne łóżko i zmęczony szybko zasnąłem. Jutro czeka mnie zwiedzanie Osz, które ostatnim razem będąc tutaj odpuściłem.







Miasto Osz jest drugim największym miastem Kirgistanu, wielkości i ilości ludności ustępuje tylko stolicy czyli Biszkekowi. Samo miasto jest dość przyjemnym miejscem, chociaż turystom nie ma za wiele do zaoferowania. Najbardziej słynie ze świętej góry znajdującej się w samym centrum miasta, w której znajduje się spota liczba jaskiń i grot, gdzie modlili się muzułmańscy święci. Do dzisiaj zresztą wiele z grot ma wielkie znaczenie w wierze Kirgizów. W jednej z największych jaskiń urządzono muzeum religii.
Na szczycie góry przy głównej ścieżce znajduje się wyślizgany kamień. Słyszałem o nim wcześniej, a teoria która towarzyszyła tej historii głosiła że kobieta żeby zajść w ciążę powinna 7 razy zjechać po tym kamieniu, osobiście znam inne metody zachodzenia w ciążę, ale kim ja jestem żeby się spierać, przecież koniec końców dzieci nie mam, więc może moje metody nie są jednak takie dobre. W każdym razie kiedy dotarłem do tego kamienia okazało się że zjeżdża po nim pewna starsza Pani, która raczej nie ma co liczyć na zajście w ciążę, myślę że jej żadna metoda już nie pomoże. Kiedy tak stałem i przyglądałem się tej scenie, Pani zagadnęła mnie i opowiedziała że po kamieniu zjeżdża się kiedy coś boli, żeby przestało. Przyznam że ta wersja bardziej do mnie trafiła, chociaż też mnie nie przekonała.



















W mieście było również widać mnóstwo wystrojów po obchodzonym kilka dni wcześniej dniu Pobiedy, który w Kirgistanie był bardzo hucznie obchodzony. Szkoda że mnie te obchody ominęły.
Kręcąc się po mieście natknąłem się również na pomnik i tablice upamiętniające ofiary wojny ZSRR w Afganistanie. Jest to bardzo ciężki temat i tym bardziej widać jak bardzo w republikach byłego Sojuza ważna jest legenda Pobiedy, bo jest to najważniejsze i w zasadzie jedyne istotne zwycięstwo wielkiego Związku Radzieckiego, każda kolejna kampania przynosiła tylko porażki i straty.
 |
| Herb Osz |
 |
| Flaga Osz |
Obiad zjadłem na bazarze, czyli w miejscu gdzie najbardziej lubię jadać. Jest tanio, smacznie i przede wszystkim lokalnie, bo tylko lokalni jadają w takich miejscach, turyści jednak wolą stołować się w restauracjach. Dobrze że nie jestem turystą. 😛
 |
| Lagman, czyli Kirgizkie spaghetti |
 |
| Kuchnia na bazarku, bez dostępu do wody bieżącej… no i co z tego… przeżyłem… |
Jako że miałem jeszcze dwa dni do wylotu postanowiłem pojechać do miasta Dżalalabad gdzie znajduje się misja Jezuicka, do której miałem zaproszenie przez Ojca Remigiusza, którego jak pamiętacie poznałem nad Issyk Kul. Miasto Dzialalabad nie odznacza się niczym, dosłownie niczym, ale co prócz misji Jezuickiej mnie tam przyciągnęło to Polski cmentarz wojenny armii gen. Andersa, na którym znajduje się prawie 200 Polskich grobów. Cmentarz jest odnowiony, a to dzięki właśnie Polskim Ojcom Jezuitom z pobliskiej misji. W misji poznałem Ojca Adama, który był moim gospodarzem przez najbliższe dwa dni. Pierwsza noc spędzona w misji okazała się dla mnie wspaniałą lekcją astronomii, ponieważ Ojciec Adam jest miłośnikiem astronomii i posiada własny teleskop, warunki pogodowe były idealne do obserwowania ciał niebieskich.
 |
| Polski cmentarz wojenny |
 |
| Centrum Dżalalabad |
 |
| Ostatni już Włodzimierz spotkany na mojej drodze… |
 |
| Tania moja mała przyjaciółka :))) |
Przed ostatni dzień mojego pobytu w Kirgistanie postanowiłem spędzić w oddalonym od Dżalalabad o jakieś 70km Arslanbob. Jest to górska miejscowość skąd można ruszyć na górski trekking, jako że nie posiadałem dobrej mapy oraz byłem sam, pokręciłem się tylko po okolicy i po pobliskich górkach. Właśnie w Arslanbob zjadłem najtańszy obiad i pobiłem swój rekord, za pyszny plow (czyli ryż z mięsem i warzywami), lepioszkę i dzbanek czaju zapłaciłem w przeliczeniu na polskie 5zł.
Poniżej prezentuję kilka wybranych zdjęć z Arslanbob, okolica jest naprawdę piękna.
 |
| Tak to moje stopy 🙂 |
 |
| Taka Kirgizka Milka |
Wróciłem do Dzalalabad na noc, a jutro miałem po śniadaniu ruszać ponownie do Osz. Jezuicka misja w Dzalalabad zajmuje się przede wszystkim pomocą dla lokalnej społeczności, edukacją i oczywiście przewodnictwem duchowym dla lokalnych katolików.
 |
| Misja Jezuicka w Dżalalabad |
Jednym z bardziej przykrych widoków był zrujnowany Uzbecki uniwersytet w Dżalalabadzie, który w roku 2009 został zniszczony i spalony przez lokalną ludność, a wykładowcy trafili do więzienia. Dziwiące jest to że kraj w którym wiele rzeczy brakuje, potrafi tak marnować okazje do edukacji.
 |
| Jak widać na zdjęciu uniwersytet chyba nie tylko płonął… |
Wróciłem do Osz, skąd udałem się na lotnisko znajdujące się na jego peryferiach. Gdzie planowałem spędzić noc, ponieważ lot miałem już z samego rana. Na lotnisko spotkała mnie miła niespodzianka, bo spotkałem pewną osobę, którą miałem okazję poznać w trakcie wyprawy. Dokładnie był to jeden z żołnierzy z granicy Kirgijsko-Tadżyckiej na której spędziłem noc w gościnie. Poznaliśmy się od razu, tym bardziej że w tedy sporo rozmawialiśmy. Dostałem zaproszenie na noc, ale niestety nie mogłem skorzystać, bo jak wspomniałem wcześniej lot miałem z samego rana i nie miał bym się jak dostać na lotnisko o tak wczesnej godzinie.
No na lotnisku przebiegła bez zakłóceń i udało się nawet chwilę przespać. Po 39 dniach samotnej podróży wracałem do domu. Szczęśliwy? Sam nie wiem, bo towarzyszyły mi mieszane uczucia. Dobrze będzie zobaczyć rodzinę i przyjaciół, ale z drugiej strony sił i chęci do dalszej podróży było bardzo dużo…
Podobał Ci się post? Podobały Ci się zdjęcia? A może chciał byś coś dodać, o coś zapytać?
Masz jakieś zastrzeżenia? Jakie jest Twoje zdanie?
Zapraszam do komentowania i do pozostawienia po sobie śladu…
Może i chcieli Cię naciągnąć przy wymianie waluty, ale trzeba przyznać, że obiad za 5zł to prawdziwe osiągnięcie. Zjadłbyś jeszcze kilka takich obiadów i może zwróciłaby się chociaż część kosztów podróży 🙂 A jakie masz plany na następne wyprawy? Pozdrawiam,
http://www.ladywagabunda.blogspot.com
Planu nie mam jeszcze, na razie wszystko jest w sferze marzeń… a o planach zacznę mówić jak kupię jakieś bilety… tym bardziej że szykuje się mały przewrót w moim życiu… ;)))
Pomysł na cykl – świetny 🙂
o! tym razem mi się podoba, pełno pięknych widoków które od razu chwytają za serce i jest ciekawa architektura do której tęskno mi było w jednym z poprzednich wpisów 😀
Dziękuję bardzo… 🙂
Co do widoków to uważam że gdyby Władca Pierścieni nie był nakręcony w Nowej Zelandii to z powodzeniem można by go nakręcić w Kirgistanie… 🙂
ostatnio często przypadkowo wpadam na zdjęcia z Kirgistanu – po raz kolejny utwierdzam się, że muszę tam pojechać… piszę głównie o górach, bo miasta jakoś nie robią na mnie wrażenia, ale góry – przepiękne.
Wszystko świetne, ale te górskie widoczki – rewelacja! 😉
oj plenerki byś miał do fotografowania… wiz nie trzeba i przyjemnie tanio jest 😀
No cóż… Azja Centralna tak ma… lubi zachwycać… ;)))
Śmieszne, bo ja z kolei odebrałem Kirgistan jako znacznie bardziej chcący wydoić turystów. W Tadżykistanie nie zdarzyło mi się to ani razu 🙂
No właśnie też częściej się spotykałem z takimi opiniami, a jednak u mnie okazało się całkiem inaczej…
Witam serdecznie, mógłbyś podać jakieś wskazówki jak dotrzeć na polski cmentarz w Dżalalabadzie?? Będę tam za 1,5 miesiąca i chciałbym go odwiedzić. Pozdrawiam
Szczerze powiedziawszy minęło już trochę czasu więc ciężko mi pomóc. Sprawdzałem na mapach Google ale nie jestem w stanie odnaleźć tego miejsca. Na pewno było to na wschód od ulicy Lenina.