Turkmenistan – po naszemu

           Odwiedzenie Turkmenistanu to ponoć dosyć duże osiągnięcie podróżnicze, bo jak pisałem wcześniej o wizy bardzo trudno, a w kraju turyści to prawdziwa rzadkość. W internecie, przewodnikach itp. ciężko znaleźć jakieś konkretne informacje, a jeśli coś się znajduje to często są sprzeczne.

           My przejechaliśmy Turkmenistan, trochę stopem, trochę pociągiem i trochę marszutką. O zdobywaniu wizy pisałem wcześniej teraz o samym kraju i kosztach. Koszt wizy w Teheranie i odbiór w Mashadzie to 55 dolarów. Potem trzeba się dostać na granicę która jest otwarta od 8 do 17. Na granicy obowiązkowa registracja 12 dolarów.
          Po przejściu granicy jesteśmy w Turkmenistanie, kolejny krok to prywatna marszutka która kosztuje 40 manatów (1 manat to około 1 zł), jest to strefa wojskowa więc nie ma mowy o marszu lub o innej opcji, kierowca doskonale o tym wie i z uśmiechem zdziera kasę, odwrotu nie ma bo Iran nas pożegnał i wymeldował. Ta marszutka wywozi nas do granicy strefy, gdzie po raz kolejny jesteśmy legitymowani. Niestety z tego miejsca do Aszchabad można jechać już tylko taksówką (autobusów lub marszutek brak), nam się udało trafić przejazd po 10 manatów od głowy.
          Docieramy do dworca, po długich targach z kierowcą wsiadamy do marszutki i jedziemy do Darwaz koszt 25 manatów. Darwaz miało być miastem, a okazało się pustynią. Szukając wrót piekieł okazuje się że to ok 20 km w głąb, o dziwo spotykamy na pustyni miejscowych którzy uprzejmie proponują że nas zawiozą za skromne 100 dolarów, dlatego grzecznie dziękujemy i wracamy do drogi. Tam łapiemy stopa, trzech gości, proponują nam podwózkę bo akurat tam jadą, oczywiście znowu skromny podarek z naszej strony będzie obowiązkowy, 100 dolarów. Ponownie grzecznie dziękujemy, jeszcze chwilę próbujemy ale nikt się nie zatrzymuje.
         Zrezygnowani zaczynamy łapać w stronę stolicy bo czas nas nagli. Na drodze krajowej przez pustynię Kara-kum łapanie nie idzie nam najlepiej, po dłuższej chwili udaje się, zabiera nas starsze małżeństwo które najpierw nas przepytało o wszystko zanim wpuściło do auta. Dojechaliśmy do Aszchabadu, a autostop kosztował nas po 25 manatów od tyłka w aucie.
           Teraz pozostało nam znalezienie noclegu, które niestety również nie było łatwe, hotele piekielnie drogie i co gorsza zajęte, a w tych wyglądających na stosunkowo tanie mówią nam że nie mogą przyjmować obcokrajowców. Dzięki pomocy 3 chłopaków, którzy zaczęli wydzwaniać gdzie popadnie w końcu znaleźliśmy hotel za skromne 55 dolarów za pokój dwuosobowy. Mając już zaklepany hotel można było ruszyć na nocne zwiedzanie Aszchabadu, jako że czas nas gonił szkoda było iść spać. Skupiliśmy się na dzielnicy rządowej, która niestety była w sporej części zamknięta i nigdzie nie można było robić zdjęć. Na każdym rogu stał policjant lub żołnierz. Kiedy obeszliśmy już dzielnicę rządową wsiedliśmy w taksówkę i pojechaliśmy do hotelu (taksówkami jeździliśmy kilka razy ale to był koszt kilku manatów).
          Następnego dnia ruszyliśmy zwiedzać miasto na piechotę z plecakami, a kiedy już gdzieś jechaliśmy to autobusami które kosztowały śmieszne pieniądze. Obiad zjedliśmy na bazarze za kilka manatów, a kolejny nocleg spędziliśmy w pociągu z kuszetką (Plackarta) do Turkmenbaszy za który przyszło nam zapłacić 8 manatów. Trzeci dzień w Turkmenistanie rozpoczynamy w Turkmenbaszy, w mieście portowym, do którego docieramy przed świtem. Oczekując dnia, siedzimy sobie na plaży przy Morzu Kaspijskim.
          Kiedy pojawia się słońce idziemy na bazar zjeść śniadanie i pokręcić się trochę po mieście. W okolicach południa znajdujemy transport samochodem terenowym na granicę Turkmeńsko-Kazachską co nas kosztuje po 50 dolarów (taniej się nie da), bo jak się okazuje dojechać tam można tylko terenówką, ponieważ przejście jest na środku pustyni a dróg tam niestety nie ma. Za to zdziwienie celników kiedy nas widzą jest bezcenne.

55 $  – Wiza
12 $  – Registracja
28 $  – Hotel
50 $  – Transport na granicę Turkmeńsko-Kazachską
——
145 $

40 Man  – Bus z granicy
10 Man  – Taxi do miasta
25 Man  – Marszutka z Aszchabadu do Darwaz
25 Man  – Autostop z Darwaz do Aszchabadu
8   Man  – Pociąg z Aszchabadu do Turkmenbaszy
42 Man  – Inne wydatki
———
150 Man

Pustynia Kara Kum i ślady obecności człowieka

Oryginalnych Wrót Piekieł nie znaleźliśmy ale mamy za to inny krater gdzie jeszcze się dopala gaz, w tle ciężarówka dla porównania wielkości.

Aszchabad nocą…

Początek dzielnicy rządowej

W parku spotkaliśmy weselników najpierw my im robiliśmy zdjęcia, potem oni nam. Ciężko powiedzieć kto dla kogo był atrakcją.

Nasz Hotel ****, muszę przyznać ze najlepszy w jakim byliśmy.

Globtroter atakuje Aszchabad.

Taka ciekawostka. Tak w Aszchabadzie wygląda „Centrum Onkologii”.

Trafiliśmy na zmianę warty, bardzo efektownie wyglądało szkoda że tylko my to obserwowaliśmy. 

Muzeum Prezydenta Saparmyrata Nyyazowa.

Krajobraz Turkmenistanu z pociągu do Turkmenbaszy.

Takim promem mieliśmy przypłynąć z Azerbejdżanu. Nie przepłynęliśmy Morza Kaspijskiego to je objechaliśmy.

Miasto Turkmenbasza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *