Na następny dzień miałem w planie obejść Irkuck, żeby jeszcze kolejny poświęcić na Listwiankę i nad Bajkał. W hostelu mając trochę czasu robiłem pranie i popijałem herbatę, gdy zagadał do mnie gość.
– Polak? – nie dało się ukryć, bo siedziałem w koszulce Polska…
– Da – z przyzwyczajenia już odpowiedziałem po Rosyjsku…
– Ja tez…
I tutaj moje zaskoczenie było olbrzymie, Tomek ze swoją przyjaciółką tak jak ja przyjechali do Irkucka dzień wcześniej, z tą różnicą że z Mongolii, a wcześniej z Chin i Wietnamu. Chwilę rozmawialiśmy, wymieniliśmy się doświadczeniami, spostrzeżeniami i informacjami, ale czasu było mało, a każdy miał swoje plany, więc trzeba było ruszać każdy swoim szlakiem, jak się później okazało te szlaki jeszcze dwukrotnie się nam krzyżowały. (Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam Tomka i jego przyjaciółkę, której imienia nie jestem pewien, a nie chcę przekręcić, bo mówił Tomek że bloga będzie odwiedzał).
Irkuck jest wielkości Wrocławia, ale spokojnie można to obejść w jeden dzień. Wyszedłem z hostelu z mapą w ręce i ulicą Karola Marksa ruszyłem w kierunku nabrzeża, w sumie to była dobra lokalizacja bo ulica Marksa była jedną z dwóch najważniejszych ulic druga to Lenina… Na skrzyżowaniu tych ulic spotkałem Pana którego imieniem nazwana jest druga ulica. Idąc dalej przez Marksa doszedłem na bulwar Gagarina, tego Pana też znamy, a na skrzyżowaniu znów stał pomnik ale o dziwo nie Gagarina tylko przed ostatniego Cara Rosji, tego który rozpoczął projekt budowy trasy transsyberyjskiej, Aleksandra III. Idąc wzdłuż nabrzeża, natrafiłem również na popiersie pierwszego człowieka w kosmosie w swoim skafandrze kosmicznym. Potem skrecajac w ulicę Rosyjską, przeszedłem koło pomnika przyjaźni Rosyjsko-Japońskiej (??) i doszedłem znowu do ulicy Lenina, którą dotarłem pod Ratusz, Polski kościół rzymskokatolicki, cerkiew i nad dalszą część nabrzeża. Potem koło bramy Moskiewskiej zawinałem w stronę cyrku i wróciłem do hostelu. Mimo że była jeszcze wczesna godzina ja czułem się jednak bardzo źle i postanowiłem się godzinkę zdrzemnąć, a później ruszyć jeszcze na spacer.
Po godzinie obudził mnie budzik, ja byłem zlany potem, było mi zimno, bolała mnie głową i plecy, zawsze tak jest gdy mam gorączkę, a do tego coś czego nie cierpię czyli zatkany nos. Trzeba było działać szybko i zaraz poszła w ruch aspiryna z witaminą C, a na noc paracetamol. Nie ma co apteczkę mam dobrze zaoptrzoną, krople do nosa też mam. Noc była okropna, ranek trochę lepszy, a na śniadanie poprawiłem paracetamolem i mogłem w dobrym humorze ruszyć nad Bajkał. Dawka uderzeniowa zdała egzamin.
Pogoda była idealna i zapowiadała świetne widoki. Spacerem doszedłem do dworca autobusowego skąd odchodziły marszutki do Listwianki, która można by powiedzieć jest kurortem nad Bajkałem, znajduje się około 70 km od Irkucka, w miejscu gdzie rzeka Angara wpada do Bajkału. Dojazd trwał około godzinę i kosztował 120 Rubli. Po drodze mogłem napawać się uroczymi widokami, ale nic nie zapowiadało że widok nad Bajkałem wywoła u mnie takie emocje. Nie jestem człowiekiem który umie opisywać emocje, poeta ze mnie żaden, a emocje moje w Armenii na widok Araratu górującego nad Erywaniem opisałem krótko „o kurwa”, tutaj było podobnie aczkolwiek byłem sam więc w głowie pojawiła mi się myśl „o ja pierdole, o ja pierdole”… żadne zdjęcia nie są wstanie pokazać tego miejsca. Spróbujcie sobie to wyobrazić… Jest chłodno, ale nie zimno, powiedział bym świeżo, na niebie nie widać żadnej chmury, a słońce świeci mocno, Bajkał skuty lodem, a w oddali majaczą szczyty Ałtaju… odnalazłem swoje miejsce. Spaceruję trochę, robię zdjęcia i w tym miejscu po raz kolejny spotykam Tomka, rozmawiamy trochę idząc w jednym kierunku. Niestety znowu nie jest nam dane pogadać dłużej, ponieważ Tomek z przyjaciółką opuszcza już Listwiankę, a ja mam zamiar jeszcze trochę się tutaj zrelaksować, tym bardziej że pociąg mam późno w nocy. Siadam na tarasie w jednym z barów, zamawiam piwko… chwilo trwaj… po chwili w mojej głowie pojawia się niecny plan, a może by Bajkał nad Bajkałem? A że uważam że plany trzeba realizować poszedłem zamówić kieliszek wódki, dla symboliki. Kieliszka nie dostałem, a kubek plastikowy i to pełny, no cóż jakie jezioro takie kieliszki, balszojne… Na obiad zjadłem jeszcze szaszłyk z bułką, którego dojadałem jeszcze w nocy czekając na pociąg. Po tej całej biesiadzie i symbolice trzeba było wracać, przyznam się ze trasę przespałem w marszutce, ale Bajkał 40% zrobił swoje.
Jako że gdy dotarłem do Irkucka było jeszcze wcześnie, udało mi się załapać na ostatnie otwarte kramy na bazarze. Uwielbiam bazary krajach byłego ZSRR i doczekają się one osobnego posta, bo jest co opisywać, a to jest prawdziwa podróż w czasie.
Wróciłem do hostelu po plecak i tam po raz trzeci spotkałem Tomka, trzeci i chyba ostatni. Piszę chyba, bo posta piszę w pociągu jadąc do Omska, a co będzie jutro nie wiem, może otworzę drzwi do hostelu a tam Tomek. (Pozdrawiam ponownie ;))
Teoretycznie tutaj mógł bym skończyć ten etap, bo już nie miało się nic więcej wydarzyć, ale w podróży zawsze się coś dzieje, a każde spotkanie jest niezwykłe. Idąc na dworzec (tym razem nikt mnie w taksówkę nie chciał wsadzić), zaczepiła mnie trójka przesympatycznych Rosjan dwóch chłopaków i dziewczyna, Natalia, Sasza, ale trzeciego imienia niestety nie pamiętam, musicie jednak mi wybaczyć bo tych ludzi i imion naprawdę przewija się wielu. Dobrze nam się rozmawiało, dlatego postanowili odprowadzać mnie na dworzec, wymieniliśmy się adresami e-mail i zaprosili mnie żebym jeszcze przyjechał do nich w gościnę do Irkucka, to pojedziemy na polowanie na Syberię, A to by było coś…
„Rosja vs Stany” etap 3, czyli Irkuck, choroba niepsychiczna i starzec Bajkał
Udało się, dotarłem do Irkucka, chociaż żal było wysiadać z pociągu. Wycałowany i wyściskany przez Radę i Tanię, Rosjanki z którymi jechałem ostatni odcinek z Nowosybirska, ruszyłem do wyjścia. Tam już czekał na mnie poznany w pociągu Uzbek, imienia niestety nie zapamiętałem. Umówiliśmy się ze weźmiemy taksówkę na spółkę żeby wyszło taniej, a w zasadzie to okazało się że on ma nagrany transport, ale niestety trzeba będzie trochę na niego poczekać. Jako że mój hostel znajdował się kilka kilometrów od dworca, stwierdziłem że mogę się przejść, mimo że było już w okolicach 22. Na co Uzbek się kategorycznie nie zgodził i postanowił mnie wsadzić w jakiś środek transportu, z tramwajem się nie udalo, to została taksówka. Zacząłem targi z taksówkarzem on chciał 300 rubli ja mogłem dać max 200. Dyskusja była raczej jałowa, bo żaden z nas nie chciał odpuścić. Taksówkarz stwierdził że za 200 to mu się nie opłaca auta ruszać, a ja że za 300 to wolę na piechotę iść. I w tym właśnie momencie włącza się Uzbek, pyta o co chodzi, więc mu mówię że u mnie pieniędzy jest nie za wiele i mogę dać 200, na co on stwierdza, że okej żebym dał ile mogę, a on mi dołoży. Tym zagraniem zabił mnie i musiałem się zgodzić na 300, ale kategorycznie nie zgodziłem się żeby mi dokładał pieniędzy, bo o ile nie odmawiam jedzenia czy gościnności to pieniądze są inną kwestią, tym bardziej że on do Irkucka przyjechał do pracy, a ja jak by nie było dla przyjemności. Pożegnaliśmy się serdecznie i ruszyłem burżuazyjnie taksówka do hostelu. Na miejscu porządny prysznic, czaj i do spania.
P.S. O co chodzi z tytułowym starcem Bajkałem? Według Buriackiej legendy Bajkał był starcem, a Angara jego córką.

Świetny post!
Dziękuję bardzo… 🙂