Zawsze chciałem wybrać się do Rumunii, jest to jeden z europejskich krajów do którego zawsze nie wiadomo czemu mnie ciągnęło. Tym razem udało mi się tam dotrzeć, postanowiłem tam wyruszyć autostopem i kraj również w ten sposób zwiedzać. W Rumunii spędziłem tylko 4 dni, ale to był bardzo intensywny czas. Po tym co widziałem śmiało stwierdzam że wszystkie opowieści które czytałem, słyszałem bądź oglądałem były prawdziwe, te złe oraz te dobre, o biedzie, ubóstwie, brudzie, cudownych Karpatach, smacznym jedzeniu, folklorze, kradzieżach, prostytucji, dobrych ludziach którzy chętnie pomagają, złych ludziach których lepiej omijać z daleka, płatnym autostopie, darmowym autostopie, o cygańskich pałacach i o wszystkim co się mówi.
Do Rumunii dotarliśmy bardzo szybko, drugiego dnia naszej wyprawy około 17 byliśmy już w mieście przygranicznym Oradea. Niestety nie obeszło się bez przykrego przywitania, choć muszę przyznać że było w tym sporo naszej winy. Jeszcze w Polsce złapaliśmy bezpośredni strzał do Rumunii, słyszałem wcześniej że tam autostop jest płatny, ale nie przyszło mi do głowy że złapany na terenie Polski i wiozący nas ok 500 km kierowca upomni się o takie pieniądze. Po tym jak przekroczyliśmy granicę nasz kierowca odezwał się o pieniądze za transport, zażyczył sobie od nas 150 euro. Na co oczywiście się nie zgodziliśmy i zaczęły się targi. Taksówkarz (bo nim był kierowca) zszedł do 100 euro, a potem stwierdził że albo mu damy tyle, albo dzwoni po kolegów i nam „wpierdolą”, co wiąże się również ze stratą wszystkiego co mieliśmy przy sobie. Cóż było robić przełknęliśmy stratę tak dużej części budżetu, w podłych nastrojach chcieliśmy jak najszybciej opuścić to miasto. Jako że słońce chyliło się ku zachodowi, w koło widać było samych nieciekawych ludzi, czystość i stan miasta pozostawiał wiele do życzenia, a my przed chwilą w dość przykry sposób pozbyliśmy się pieniędzy nie czuliśmy się w nowym miejscu komfortowo. Na szczęście jest karma, a równowaga w przyrodzie to rzecz święta. Kierując się w stronę wylotu z miasta podjechał do nas gość o raczej europejskim wyglądzie i mówiący płynnie po angielsku, zaproponował że nas podrzuci, a że jechaliśmy w jednym kierunku to przewiózł nas (już za darmo) jakieś 300 km w głąb kraju. Wysadził nas przy trasie koło bardzo taniego hotelu (30 Ron od osoby). Pierwszy dzień pokazał nam dwie twarze Rumunii i nauczył nas że jednak nie można za bardzo ufać szczęściu, ale też nie można odrzucać pomocy przypadkowych ludzi. Po noclegu w bardzo wygodnych warunkach obraliśmy kierunek Brasov, zgarnęło nas małżeństwo w wieku około 55 – 60 lat, którzy jechali dokładnie tam gdzie my, po drodze zrobili dwa postoje dla nas żebyśmy mogli pozwiedzać i porobić zdjęcia. Pierwszy postój był w pięknym miasteczku Sighisoara gdzie urodził się Vlad Cepez (Vlad Palownik vel. Drakula), a potem w zamku Rupea gdzie całą czwórką poszliśmy zwiedzać XIV w. zamek. Popołudniu dotarliśmy do Brasov chyba najładniejszego miasta na naszej trasie położonego u stóp Karpat Wysokich, niestety czas nas naglił i musieliśmy ruszać dalej do niedalekiego Bran gdzie znajdował się nasz główny cel wyprawy czyli zamek Drakuli. Bran to mała, turystyczna miejscowość w górach, do której dojechaliśmy lokalnym autobusem (7 Ron). Tam spędziliśmy noc, a rano zwiedziliśmy zamek (25 Ron). Kolejnym miastem na naszej trasie było Sibiu, w którym można było poczuć prawdziwie średniowieczny klimat, otoczone murami miejskimi stare miasto, baszty, wąskie brukowane uliczki, wielki rynek i piękny ratusz, niestety czas leciał nieubłaganie i już zaraz musieliśmy ruszać dalej. Udało nam się jeszcze rzutem na taśmę trafić autostop do Cluj gdzie na przedmieściach spędziliśmy noc w namiocie za stacją benzynową, do centrum nie jechaliśmy ponieważ jest to olbrzymie miasto i obawiam się że zwiedzanie by się nam po prostu nie opłaciło. Po noclegu ruszyliśmy w stronę granicy Rumuńsko-Węgierskiej w Oradea, co się okazało całkiem dobrym pomysłem bo mieliśmy okazję już innym okiem spojrzeć na to miasto które nas tak nie miło przywitało, a okazało się że drugim okiem widać piękne miasto, które ma wiele do zaoferowania widokami, architekturą i kulturą. Szybki powrót do Polski zawdzięczamy Bułgarskiemu kierowcy TIRa który jechał do Norwegii przez Polskę i nas zabrał widząc moją flagę.
Co mogę powiedzieć o Rumunii? W kraju można spotkać różnych ludzi, przyjaznych i życzliwych życzących podróżnym drum bun, ale i oszustów czy zakapiorów rożnej maści, agresywne babcie które rzucają się na autostop złapany przez Ciebie. Krajobrazy są piękne, miasta mocno zaniedbane ale zachwycają swoim urokiem. Setki bezpańskich psów. Smaczne jedzenie. Średniowieczne zamki które są na każdym kroku i ciężko ich nie fotografować. Jeśli chodzi o autostop faktycznie jest on płatny, co nie znaczy że za darmo się nie da, my obraliśmy sposób pisania na kartce nazwy miejscowości z dopiskiem gratis. Zresztą moje ulubione stwierdzenie mówi „Duży plecak podróżny tłumaczy wszystko.”.
Rumunia ?? Jestem na TAK!!!
 |
| Oradea, Pierwszego dnia nie zrobiła na nas wrażenia, mimo że jest bardzo ładna. |
 |
| W drodze do Brasov, a za plecami konkurencja. |
 |
| Sighisoara i zamek Vlada Cepesa |
 |
| Zamek Rupea |
 |
| Miasto Rupea, widok z zamku. |
 |
| Małżeństwo które z nas zabrało do Brasov i z nami zwiedzali. |
 |
| Brasov |
 |
| Dworzec autobusowy w Brasov. |
 |
| W drodze do Bran. |
 |
| Bran, miasto Drakuli. |
 |
| I oczywiście zamek Drakuli. |
 |
| W nocy wygląda pięknie ale czy aby mroczno?? |
 |
| Karpaty Wysokie w drodze do Sibiu |
 |
| Sibiu |
 |
| Konkurencja nie śpi, a po złapaniu trzeba było jeszcze wygrać walkę na łokcie. |
 |
| Inka :))) |
 |
| Oradea |
 |
| Czas ruszać nam pora!!! |
Ale super, udało Wam się na prawdę mnóstwo zwiedzić. Mnie się bardzo podobała Oradea, o ile pamiętam. Szkoda, że nie dotarłam do Transylwanii, po to na pewno chcę wrócić, a Ty odkryłeś przede mną nowe świetne miejsca.
Jestem również na TAK jeśli idzie o Rumunię. Niedawno wróciłam oczarowana. 🙂
Pozdrawiam
Kasia
Rumunia to (po Gruzji) mój ulubiony kraj. Poza Siedmiogrodem, polecam Bukowinę (koniecznie z kopalnią soli w Kaczyce), Maramuresz z Wesołym Cmentarzem, no i Deltę Dunaju.