Ukraina, Mołdawia Drogą Żelazną cz. 3, czyli Odessa w której wojny nie widać

           Ostatnio mam bardzo mało czasu, a materiału nadmiar ale postaram się teraz nadrobić trochę. Dzisiaj zapraszam was do Odessy, a w następnej części będzie Kijów i Lwów w jednym. Dzisiaj postaram się nie rozpisywać za dużo.
           Z Kiszyniowa do Odessy dojechaliśmy pociągiem, cena biletu jak na pociąg międzynarodowy bardzo przyzwoita bo zaledwie 178 LEU (czyli ok. 33zł). Pociąg kursuje raz dziennie o 7:34, a w Odessie jest o 12:11, jest to pociąg który jedzie przez Naddniestrze i Tiraspol czyli jego stolicę. W drugą stronę pociąg rusza o 16:48, a na miejscu jest o 21:44.
           Po dotarciu do celu postanowiliśmy zaopatrzyć się od razu w bilety na dalszą podróż. Ja z Alicją do Kijowa, a chłopaki do Lwowa. Osobiście uważam że koleje w byłym Związku Radzieckim funkcjonują bardzo dobrze, niestety kupno biletów zawsze jest bardzo kłopotliwe, a obsługa często pozostawia wiele do życzenia, ale czy to nie jest właśnie na wschodzie piękne? Zrozumie tylko ten kto stał godzinę w kolejce do okienka, a kiedy przychodzi nasza kolej Pani wstaje, zamyka okienko i bez słowa wychodzi. Gdzie? Pewnie tylko ona jedna wie. Na szczęście w końcu udało się kupić bilety i można było ruszyć w poszukiwaniu piwa, obiadu i noclegu.

           Pierwszy dzień poświęciliśmy na imprezowanie, bo już jutro mieliśmy się rozdzielić chłopaki mieli ruszyć do Lwowa, a my mieliśmy zostać jeszcze dwa dni w Odessie aby potem ruszyć do Kijowa.

           Impreza w Odessie brzmi super i muszę przyznać że tak też było, w tym miejscu warto odwiedzić i bawić się chyba w najbardziej imprezowym pasażu na Ukrainie, czyli w Arkadii. Arkadia jest to nadmorski pasaż z mnóstwem sklepów, knajp, dyskotek i wesołym miasteczkiem. Człowiek kiedy tam wchodzi zapomina że jest na Ukrainie, a przypominają mu o tym tylko Ukraińskie ceny. Prawdziwy imprezowy klimat można poczuć dopiero wieczorem i własnie o tej porze polecam odwiedzać to miejsce.
          My Arkadię odwiedziliśmy dwa razy, poniższe zdjęcia pochodzą z drugiej naszej tam wizyty, bo pierwsza jak mówiłem była imprezowa i profilaktycznie aparatu wolałem nie zabierać. Sami rozumiecie. 😉

          Dzień drugi w Odessie spędziliśmy jak po imprezie w kurorcie przystało, czyli obżeranie się, plażowanie, cieszenie się słońcem (Alicja), lub zimny piwkiem w knajpce na plaży (Szpak), w podróży takie dni też są potrzebne pełen relaks i chillout. 😉

          Dzień trzeci dopiero okazał się dniem dobrym na zwiedzanie centrum miast, wypoczęci i chętni nowych doznań mogliśmy się szwendać po mieście. Tutaj okazuje się dopiero jaki świat jest mały, bo okazało się że w Odessie aktualnie przebywa Kamila, która prowadzi bloga Kami and the Rest of the World na którego zapraszam, a takiej okazji nie można było odpuścić i trzeba było się spotkać. Kamila zdążyła już obejść centrum, dzięki temu mieliśmy świetnego przewodnika.

          Umówiliśmy się w najbardziej znanym miejscu Odessy, czyli na schodach. Tak, najbardziej znanym miejscem Odessy są właśnie Schody Potiomkinowskie. O co chodzi z tymi schodami?
          Cały myk polega na tym że schody są wybudowane perspektywicznie, czyli na dole szersze a na górze węższe co patrząc z góry daje wrażenie że parapety po obu stronach są równoległe, z dołu zaś robi to wrażenie że schody są dużo dłuższe niż w rzeczywistości.
          Wchodząc na górę za plecami co raz lepiej widać Morski Wokzal, czyli port, a po lewej konkurencja dla schodów i alternatywa dla bardziej leniwych czyli funikular, którym też warto się przejechać. Cena jeśli dobrze pamiętam wynosiła 3 UAH.

          Spacer po centrum był bardzo przyjemny, a Odessa zaskoczyła mnie architekturą i pięknem. Niska zabudowa starego miasta przypominała mi styl kolonialny, a kamienice mimo że w dużej mierze zaniedbane, wskazują na to że Odessa w latach świetności przebijała pod wieloma względami zachodnią Europę. Miasto z jednej strony nie pasuje do innych miast byłego ZSRR, ale i tutaj można zobaczyć budynki publiczne ociekające przepychem. Samo ścisłe centrum jest pięknie wyremontowane i może się podobać nawet największym malkontentom. 

          Przechadzając się po okolicach centrum nie sposób było przejść obojętnie koło manufaktury cukierkowej, może nie jestem fanem słodyczy, a z cukierków najbardziej lubię dobre piwo, ale widok naprawdę mógł się podobać. 😉

          Jednym z ciekawych dla Polaków miejsc o których mało kto mówi i mało kto wie jest ulica Lecha Kaczyńskiego i tablica pamiątkowa na niej.

          Po Odessie warto się „szwendać” i zaglądać w każdą uliczkę, bo nigdy nie wiadomo co się spotka za rogiem.

          Kolejnym punktem którego nie powinno się przeoczyć to kolejka linowa prowadząca na plażę. Nie jestem wstanie tego nawet opisać, ale wrażenie robi niesamowite z nutą ekstremalności, bo wygląda i działa jak by miała zaraz dokonać żywota. Zresztą zobaczcie sami na zdjęciach poniżej, dodam tylko że wagoniki z Wilkiem i Zającem mnie urzekły do tego stopnia że czekałem aż nadjedzie wagonik z Wilkiem żeby akurat nim jechać, niestety operator mnie opieprzył i kazał wsiadać do najbliższego wagonika, to było smutne… 🙁

          Kolejny dzień to odwiedziny na targu w centrum Odessy, kto nie był nigdy na targowiskach byłego ZSRR chyba nie zrozumie magii tego miejsca, ja w jakim mieście bym nie był jeśli tylko mam możliwość zagłębiam się w targ i oglądam, dotykam, wącham, żyję. Dopiero na prawdziwym targu można poczuć prawdziwy smak czy zapach Ukrainy. Owoce morza, suszone ryby, bryndza, chleb, przyprawy, owoce wszytko świeże i wszystkiego można spróbować, wystarczy poprosić, a czasami nawet nie trzeba prosić bo sprzedawcy sami zachęcają do próbowania.

Kociaki na targu to mają życie jak w Madrycie

          Jeszcze tylko kolejny spacer po Odessie i trzeba się zaraz żegnać, ale już teraz wiem że Odessa to jest jedno z tych miast które zawsze będę miło wspominał i polecał. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to trzeba pamiętać że Ukraina w tym momencie jest w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej i politycznej, teraz jest bezpiecznie ale w każdej chwili sytuacja może się zmienić. Na szczęście w pięknej Odessie wojny nie widać.

Kwas chlebowy z beczkowozy smakuje najlepiej 😉

Comments

  1. Bardzo ciekawa i obszerna relacja. Nie sądzę żeby mi się kiedyś udało pojechać do Odessy, a szkoda bo jest tam to co lubię najbardziej – dużo pięknej architektury. Pozdrawiam 🙂

  2. Miasto jest piękne i uplasowało się bardzo wysoko w moim prywatnym rankingu miast. Dlatego jak by kiedyś jednak była okazja to nie ma się co zastanawiać 😉

  3. Piękne miasto. Jednak nie sam Lwów taki cudowny. Odessa niegorsza:-)

  4. Michał Q. says:

    Chciałbym zobaczyć te słynne schody 😉
    Poza tym Odessa mocno wiąże się z polską historią. W 1802 roku Czacki, Sołtyk i Drzewiecki zawiązali spółkę handlową dla eksportu zboża z Wołynia i Ukrainy przez port w Odessie właśnie. Sporo polskich kupców tam potem osiadło. 🙂

  5. Co prawda Odessa jest na mojej liście miejsc do odwiedzenia, ale mimo wszystko zachęciłeś jeszcze bardziej 🙂 Jedzenie musiało być pyszne sądząc po tym co na rynku można byłpo kupić. Jedynie kolejka Wil i Zając wydaje się być średnio bezpieczna 🙂

  6. Kolejka świetna, dzisiaj to dzieci pewnie nie wiedzą o bajce Wilk i Zając. Poza tym miasto ładne, te schody Potiomkinowskie bardzo mi się podobają, uwielbiam fotografować schody 😉

  7. Obszerna fotorelacja i coś takiego bardzo lubię. Uwielbiam takie stragany z jedzeniem, nie koniecznie morskim 😛

  8. Nie gorsza, a i Kijów można obejrzeć… 🙂

  9. Dobrze wiedzieć… czyli mogłem szukać więcej Polskości, ale cmentarzy wojennych Polskich brak…

  10. Ale kolejka była super… pełen klimat ZSRR

  11. Może i lepiej że nie wiedzą bo to była mało poprawna politycznie bajka… wilk pił i palil, a zając był raz facetem, raz babka…

  12. Zależy od miasta co na targu jest… 🙂 w Odessie rządziły ryby, owoce morza i owoce… 🙂

  13. Bardzo malownicze i zadbane miasto! Mam nadzieje, że kiedyś uda mi się pojechać na Wschód i odwiedzić to i inne miasta Ukrainy 🙂

  14. Jak by był potrzebny przewodnik to kłaniam się… 🙂

  15. Anonimowy says:

    Cieszę się, że znalazłam Twojego bloga. Uczę rosyjskiego i poszukuję wszystkiego, co może zachęcić do nauki języka, na pewno będę polecać Twoje opisy podróży moim uczniom. Z ciekawością obejrzałam zdjęcia z Odessy, byłam tam na półrocznej praktyce językowej na Uniwersytecie Miecznikowa, dawno bo 25 lat temu, wiele się zmieniło, ale na lepsze. O dziwo, koty są nadal, pamiętam, że wtedy bardzo rzucały się w oczy. Pozdrawiam, jeszcze się odezwę. Izabela S.

  16. Bardzo się cieszę że się podoba i oczywiście zapraszam częściej… Jeśli któryś z uczniów chciałby się wybrać na wschód to oczywiście służę pomocą i radą… 🙂

    Pozdrawiam

  17. Aż dziwne, że w takim terminie były bilety bez problemu z Odessy! Ja planowałem jechać do Odessy właśnie przez Kiszyniów w tym roku, ale wycięli codzienny pociąg do Odessy – teraz jest tylko 3x w tygodniu. No i ceny wszystkiego poszły w górę. A i jak rok temu byłem w Odessie ze Lwowa to dostępność biletów była mizerna. Gdybym nie kupił online to mógłbym nigdzie nie pojechać.

  18. Jak ja byłem to pociąg Odessa- Kiszyniów kursował codziennie. A co do dostępności biletów to też byłem w szoku że udało się je kupić bez większych problemów, mimo pełnego sezonu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *