Nigdy specjalnie nie ciągnęło mnie do Afryki, właściwie to jest tylko kilka miejsc które ciut mnie interesowały. Jednym z nich było Maroko, nie żebym o nim marzył ale jednak myślałem o nim już kilkukrotnie. Specjalnie na nie nie polowałem, ale okazja się nadarzyła sama. Bilety były za parę złotych, więc czemu by nie. Nim się obejrzałem bilety już były w naszym posiadaniu. Chcieliśmy mieć czas na poznanie kraju, dlatego stwierdziliśmy dwa i pół tygodnia będzie dobrze. Agadir, Atlas z wejściem na Toubkal, Fez, Rabat, Casablanca i Marakesz, a do tego co się jeszcze uda, taki był nasz plan. Po Iranie i Uzbekistanie byłem bardzo pozytywnie nastawiony na ten wyjazd…
Gdy myślę Maroko…
Myśląc Maroko w głowie pojawia się wiele obrazów, feeria barw na straganach z egzotycznymi przyprawami czy owocami, uśmiechnięty Marokańczyk proponujący aromatyczną herbatę z miętą, pięknie zdobiona ceramika, klimatyczne i nieco tajemnicze zaułki medyny, zdobienia, meczety, wysokie góry czy pustynia. Wszystko klimatyczne i egzotyczne tak że już bardziej się nie da. Takimi obrazkami karmi nas internet i foldery biur podróży. Realia niestety są całkiem inne.

„Bo to historia z kantem, co podwójne ma dno”
Przed napisaniem tego posta uczestniczyłem w kilku rozmowach o Maroko z przyjaciółmi i innymi blogerami, bo rzut tanich biletów w kręgach podróżniczo-blogerskich nie przeszedł niezauważony. Na przestrzeni kilku miesięcy wielu z moich znajomych odwiedziło ten północno afrykański kraj. Opinie były podzielone, ale zdecydowana większość podzielała moją opinię.
Plagą trawiącą ten kraj jest szarańcza oszustów, naciągaczy i zwykłych złodziei. Co gorsza to właśnie oni wychodzą Ci jako pierwsi na przeciw i to oni zostają w głowie na długo. Wystarczy że na chwilę zgubisz czujność i już jesteś oskubany. Wyciągniesz mapę z kieszeni szukając swojego hotelu, a już obok stoi pomocny Marokańczyk chętnie wskazując Ci drogę. Oczywiście zwykłe ludzkie dziękuję i uprzejmość to żadna nagroda, tylko kasa się liczy. W Agadirze uprzejmość wskazania nam drogi na dworzec (który był parę set metrów dalej prosto) kosztowała nas 30 minutowy spacer po zaułkach, wizytę na bazarze, kupno herbaty u „przyjaciela” i 20 dirhamów po długich negocjacjach. W Fezie za przeprowadzenie nas jakieś 100 m cena wynosiła 200 dirhamów (około 20 euro), a kiedy odmówiłem i zaproponowałem 20, usłyszeliśmy groźby, nie daliśmy się jednak zastraszyć. Do tego dochodzi jeszcze kilka innych sytuacji kiedy sporo przepłacaliśmy, bo przecież przyjechali frajerzy do golenia.
Naciągactwo, oszustwa i kradzieże w Maroko stały się niestety dyscypliną narodową, a sami Marokańczycy jej niekwestionowanymi mistrzami. To smutne, ale doszło wręcz do tego że kiedy trafił się ktoś kto nie chciał nas oskubać to widzieliśmy w nim guru gościnności, a przecież nie tak odległe są moje wspomnienia prawdziwie gościnnych i przyjaznych Uzbeków.
Do tego niestety dochodzą hałdy śmieci zalegające wszędzie, smród i stan wszechdestrukcji. Marokańczycy niestety nie dbają o nic, tylko o stan portfela. Kiedy nie raz wypowiadałem się i pisałem o podróżach, częstym zdaniem było „w podróży cenię ludzi”, ale w Maroko to właśnie oni są największym problemem. Kraj posiada olbrzymi potencjał turystyczny, ale ludzie w nim skutecznie go niszczą. Obraz zniszczenia i rozkładu uzupełnia nad wyraz częsty zapach moczu, który staramy się wymazać, ale on jest i widać że Marokańczykom nie przeszkadza, a widok sikającego w miejscu publicznym (główna ulica) mężczyzny nikogo nawet nie poruszył. I chciałabym wierzyć że jest to tylko element, to jednak jest on wszechobecny i skutecznie zamyka chęć zagłębienia się w tą społeczność. Kiedyś ktoś mi powiedział „kultury są różne, ale chamstwo jest zawsze takie samo”.

To jest moja subiektywna opinia
Zdaję sobie sprawę że mogliśmy mieć po prostu pecha, a Wasze odczucia mogą być zupełnie inne i mam szczerą nadzieję że Maroko wcale nie jest takie złe jak ja je opisuję. Moje subiektywne zdanie po 11 dniach niestety jest bardzo negatywne. Nie jestem w tym odosobniony, a na poparcie moich słów linki do zaprzyjaźnionych blogów:
Osmol.pl:
https://www.osmol.pl/2015/04/garbarnia-chouwara-maroko-fez
Dwa razy ziemia:
http://dwarazyziemia.pl/naciagacze-w-maroko-9-historii-z-kantem-jak-sie-przed-nimi-ustrzec
Nasza Marokańska przygoda skończyła się ponad tydzień wcześniej niż planowaliśmy. Cóż przynajmniej nadarzyła się okazja aby odwiedzić Gibraltar i Andaluzję o której myślałem od kilku.
Podobał Ci się ten post? Masz inne zdanie na temat Maroko? Napisz swoją opinię w komentarzu, może ona się przydać komuś przed wyjazdem. Pamiętaj jednak że każdy ma prawo do swojej opinii, wyraź swoją ale nie obrażaj i nie oceniaj opinii innych.

Całkowicie zgadzam się z autorem!Byłam w wielu krajach,ale takiego syfu i tak paskudnych ludzi,jak Marokańczycy nie spotkałam.Miesiąc mojej podróży dało mi w kość.
Z jednej strony cieszę się że się ze mną zgadzasz, ale nie cieszę się że również nie wróciłaś z Maroko zadowolona. 🙁
Kilka lat temu spędziłam w Rabacie dwa tygodnie na stażu badawczym. Byłam zachwycona miastem, ludźmi, których poznałam, a nawet medyną, która jest kameralna, są stałe ceny (!), a ludzie targują się tylko minimalnie, dla podtrzymania tradycji. Właśnie w Rabacie dowiedziałam się od Marokańczyków, że Marrakech= arnakech (czyli Marrakesz=oszustwo). Dwa tygodnie temu sprawdziłam na własnej skórze, że niestety właśnie takie to miasto jest. Przykro mi, że mieliście takie niefajne doświadczenia w Maroku. Najgorsze jest to, że to złe pierwsze wrażenie bardzo trudno wymazać z pamięci….
Myślę że przy obcowaniu tam z ludźmi inaczej niż turysta może się podobać. Nawet będą w Atlasie kilka dni w jednym miejscu w lokalnym sklepiku byliśmy już traktowani jak swoi, ale to wymaga niestety czasu. Jadąc na szybko i chcąc poznać jak najwięcej ciężko do tego etapu dojść.
Byłem w Maroko i wspominam bardzo miło. Jedna z najlepszych podróży w moim życiu, Fakt naciągania traktowałem z przymrużeniem oka jako regionalną ciekawostkę i atrakcje. Zwykle kilkukrotne powtórzenie „No, thank you” wystarczyło. A targowanie się z taksówkarzami sprawiało mi niemałą frajdę jak kurs przyśpieszonej przedsiębiorczości. Polecam wszystkim, warto stracić te parę euro by przeżyć przygodę życia.
Na szczęście trafiają się jeszcze Ci którym Maroko się podoba i wyjazd się udał. Cieszy mnie to ogromnie. Ja niestety nie lubię się targować, a że staram się podróżować tanio to każde oskubanie mnie i przepłacenie boli podwójnie. 😛
Jeżeli Cię to cokolwiek pocieszy, z nachalnością i naciąganiem zetknęłam się na targach zarówno na tureckich jak i na Mercado dos Lavradores na portugalskiej Maderze. Co ciekawe, Portugalczycy nie ustępowali bynajmniej Turkom w sztuce oskubywania turystów…
Na szczęście w obu krajach spotkałam też świetnych, życzliwych ludzi, dzięki czemu nie mam tylko i wyłącznie złych wspomnień. Ot, koloryt lokalny…
Niestety muszę się dołączyć do grona osób bardzo …. rozczarowanych Marokiem a to jest mało powiedziane.
Niestety spotkała nas mało przyjemna i bezpieczna „przygoda”. Zostaliśmy okradzeni w w domu nad morzem w okolicy Agadiru, który wynajmowaliśmy. W nocy, gdy spaliśmy włamał się złodziej i ukradł nam pieniądze i paszporty. Całe szczęście , że nikomu nic się nie stało bo mogło być różnie:( Cudem w ciągu dwóch dni udało się nam załatwić paszporty i zaświadczenie z lokalnej policji o kradzieży dokumentów (wizyta na kilku komisariatach). Bez tego nie da się wyjechać z tego zasyfiałego kraju